wtorek, 11 lutego 2014

Wywiad z Panią Martą Grzebułą

                                                     
1.
Annie:  Kiedy odkryła Pani swój talent/pasję do pisania ?
 Marta Grzebuła- Podczas wszystkich wywiadów odpowiadam tak samo. "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza, jest "sprawcą" mojej pasji. Nie tylko do tworzenia, ale przede wszystkim czytania.  Zrozumiałam wagę słowa. Pojęłam jego - nazwijmy to - wielowarstwowość.  I tak zaczęłam swoistą przygodę ze słowem. Pisałam jedno, wpatrując się w nie, doszukując się owej warstwy, ale nie tylko również obrazów. Dam prosty przykład, proszę powiedzieć, lub napisać słowo "mama". Kogo Pani {Pan} widzi? Jaki obraz temu towarzyszy? Podpowiem. Może jest w kuchni i właśnie gotuje obiad? A może szykuje Panią {Pana} na pierwszy bal? Tak właśnie to działa. Jakiekolwiek słowo bym nie wypowiedziała, napisała, towarzyszą mu niemal od razu obrazy i warstwy. To właśnie zawdzięczam "Panu Tadeuszowi" Miałam trzynaście lat i marzenia, już wtedy, aby pisać. A moja mama tylko to we mnie umacniała. I to ona była tak naprawdę moją pierwszą nauczycielką, krytykiem oraz - z czasem- fanką {Uśmiecham się na samo wspomnienie tamtych chwil} Ale to epopeja narodowa była moimi "wrotami" do mojej wyobraźni, do daru poznania i do tego zrozumienia.
 2.
Annie: Czy ma Pani jakąś książkę swojego autorstwa, która jest dla Pani szczególnie ważna ? Jeżeli tak, to która i dlaczego ?
 Marta Grzebuła - "Dotykając nieba" To powieść, którą zaczęłam pisać na przełomie lat 2005- 2007. Pragnęłam w tej powieść słowem pisanym powiedzieć mojej mamie, jak bardzo Ją kocham. I tak, z dnia na dzień opisywałam losy Kingi { to moje drugie imię} Opisywałam jej pierwsze miłości, jej pierwszej pasje, czy rozczarowania. Ale moja bohaterka nigdy tak naprawdę nie była sama. Obok niej była ta,  która "nie tylko dała jej życie,  ale nauczyła jak żyć, wskazując drogę" {to cytat, który oddaje i opisuje to, co ja otrzymałam od mamy i jest mój. Pochodzi z książki "Kobieta z okna"}. Ale jak to i  w prawdziwym życiu bywa,  Kinga raz słuchała,  a raz nie podszeptów książkowej mamy, lecz ta zawsze przy niej była. Młoda bohaterka wiedziała, że mam wsparcie i miłość matki. Książka ta jest nośnikiem nie tylko tego daru, daru miłości, ale wielu innych pozytywnych i mniej pozytywnych emocji; zdrady, kłamstwa, intrygi, a nawet śmierci. Nie należy jednak oczekiwać  autobiografii,  ale z pewnością oddałam w tej powieści to, co pragnęłam miłość,  przyjaźń,  partnerstwo,  jakie  łączyło mnie z mamą. To mój hołd. Reszta jest  fikcją literacką, à propos mamy...By nie było tak całkiem idealnie { uśmiecham się na to wspomnienie} to  właśnie ona była moim pierwszym ostrym, jak brzytwa krytykiem, korektorem a zarazem słuchaczem. Lubiłam te wieczory, gdy obie przy herbacie, lub kawce siedziałyśmy i "układałyśmy życie " Kingi. Wiele pomysłów poddała mi właśnie mama. W połowie pisania powieści Jej zabrakło. Odeszła nagle. Śmierć przyszła po Nią, jak złodziej, po cichu. Przez pół roku nie mogłam sięgnąć po zapiski, ale zmobilizowałam się, właśnie dla Niej. I wtedy powieść ewoluowała. Zmianie uległ tytuł i nie tylko. Stała się połączeniem gatunku. Ale jakich? Cóż, zapraszam do książki.

 3.
Annie:Woli Pani pisać czy czytać książki ?
 Marta Grzebuła - Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na te pytanie. Ponieważ stawiam między pisaniem a czytaniem znak równości.
 4.
Annie: Pracuje Pani w medycynie, na 2 etaty do tego dom, codzienne sprawy. Jak w tym natłoku obowiązków znajduje Pani czas na pisanie ?
 Marta Grzebuła - Nie wyobrażam sobie go nie znaleźć.  Gdy moi trzej synowie byli jeszcze mali, gdy również pracowałam na dwa etaty, a do tego miałam dość "wyboiste życie", również znalazłam czas na czytanie, pisanie prozy, czy wierszy. Po prostu zawsze mawiam: " Chcieć to móc". I tu tkwi tajemnica. Teraz, gdy synowie są dorośli, gdy mam wsparcie w mężu, który stał się, jakby "kołem ratunkowym" mojego życia, wszystko stało się jeszcze prostsze.
  5.
Annie: Jak to się stało że postanowiła Pani zostać pisarką?
 Marta Grzebuła - Nie wiem, czy słowo "postanowiła" jest właściwie? Ja o tym marzyłam od dziecka, tak jak o tym by zostać pielęgniarką. I dążyłam do tego. Ale czy myślałam już wtedy o sobie w kategoriach - pisarki? Nie. Często na podwórko zamiast lalek wynosiłam swoje zeszyty i czytałam grupce rówieśników to, co napisałam. Zazwyczaj spotykałam się z akceptacją, czasem z zachwytem, a wtedy dostawałam "skrzydeł" biegłam do domu i pisałam kolejne, niejednokrotnie zarywając noc. Lecz lata mijały, dorastałam a wraz z tym poczucie lęku, i niepewności. Wówczas tracąc tę spontaniczność, tak typową dla dziecka- odwagę, zaczęłam pisać do szuflady. I to dosłownie. Aż do 2010 roku, gdy w trzy lata po przeprowadzce mój mąż  odkrył starą komodę z tysiącami zapisanych kartek. A po śmierci Mamy z kolejnej komody doszły pozostałe zapisane kartki. Henryk wówczas powiedział to, co przez lata mówiła mama:
 " Martusiu czas marzenia nazwać celem" . I tak ruszyło.
 6.
Annie:Jaki jest Pani ulubiony gatunek książek?
 Marta Grzebuła - Na to pytanie odpowiem krótko. Każdy gatunek. Ponieważ każdy, coś wnosi w mój świat emocji, doznań, wrażeń. Po prostu we mnie. 
 7.
Annie: Ile czasu zajęło Pani napisanie pierwszej książki ?
 Marta Grzebuła - To mini- powieść "Epizod na dwa serca". Był luty 2005 rok. Miałam urlop, dwa tygodnie. I w tym czasie, gdy dzieci były na feriach, pisałam dzień i noc...I tyle trwało jej napisanie. Po roku 2008 raz jeszcze do niej usiadłam, aby ją przepisać.  I wtedy sporo dodałam, zmieniłam, ale w rzeczywistości powstała w dwa tygodnie, choć później przez  ponad pół roku nad nią pracowałam...No cóż...tak się dzieje z każdą z moich napisanych powieści, a nawet wierszy. 
 8.
Annie:Czy wspiera Panią rodzina ?
 Marta Grzebuła - Wspiera, otacza ciszą, gdy tego potrzebuję a nawet słucha, gdy muszę { a tak zawsze się dzieje } czytać dany tekst na głos. I to oni, mąż, pasierbica, czy wcześniej synowie, jak jeszcze mieszkali w Polsce, stawali się moimi krytykami, a czasem "podpowiadaczami" Często słyszałam: " mamciu popraw to...", "mamciu jakbyś tak to napisała byłoby lepiej..." Czy też: " Kochanie, nie uśmiercaj połowy miasta. "- to słowa męża. A Magdalena pasierbica często dodaje: " Nich się kochają, ale tak wiesz...bosko" i wzdycha. A ja słucham, uśmiecham się i piszę. Bo przecież piszę także i dla nich. Synowie żartują wówczas, że mają "książkę na życzenie" Tak było w przypadku "Szachownicy Śmierci". To najstarszy syn Michał był moim "podpowiadaczem". On też jest modelem na okładce, mało tego On ją zaprojektował. Ale nigdy, tak naprawdę, nie ingerują w tekst. Oni, moja rodzina, jako pierwsi Czytelnicy, bywają, a proszę mi wierzyć, najostrzejszymi krytykami. czasami aż boję się im czytać. { Uśmiecham się i na te wspomnienie}
 9.
Annie:Skąd pomysły na książki ? Przychodzą same czy mają jakieś swoje źródło?
 Marta Grzebuła -  Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, muszę wrócić do pierwszego pytania. Słowa i obrazy. Tak też jest w przypadku poezji. Pani powie słowo, a ja zobaczę obrazy, jakie się za nim kryją. Zmierzam do tego, że gdy jakieś słowo mnie "nęka" już wiem, czy powstanie wiersz, czy książka. I rozbudowuję je kolejnymi słowami = obrazami...To jak puzzle.  Słowo "rodzi" obraz".  Obraz kolejne słowo. A i sny są swoistymi drzwiami do świata mojej wyobraźni. Ale nie tylko...Całkiem niedawno powiedziałam koleżance, która zadała mi podobne pytanie, że nie będę oryginalna w odwiedzi na to pytanie. Ale prawdą jest i to, że to właśnie życie pisze najlepsze książki. Trzeba je umieć tylko spisać .Wcześniej bacznie to życie  podpatrując.  Nawet swoje {uśmiech}.
 10.
Annie:Czy bierze Pani uwagi recenzentów na poważnie i stara się Pani wziąć je pod uwagę przy kolejnym pisaniu, czy może się Pani nimi nie przejmuje ?
 Marta Grzebuła - Recenzent to przede wszystkim Czytelnik. Więc, jak mam Go nie brać "na poważnie?" Ale gdy przeczytam słowo " gniot" wtedy burzy mi się krew w żyłach. I nie dlatego, że akurat moja powieść została "obdarzona" takim słowem. Po prostu słowo to mnie drażni i rani ponieważ uważam że osoba pisząca recenzję powinna wynieść się nad poziom żargonu i wykazać się klasą. Tak zwyczajnie, po ludzku, nie przystoi takie słowo osobie, która tyle i z pasją czyta i określa się mianem "recenzent". Bo moim zdaniem, nie mnie, jako autorce urąga a sobie samej. Ale  odpowiadając ściślej na to pytanie...Tak rozważam, skupiam się, choć bywa że ze łzą w oku,  i zastanawiam się nad ową recenzją. Nad tym, co tak naprawdę i mnie chciała dana osoba przekazać.  I jeszcze jedno. Sama piszę recenzję "Nietypowe recenzje Marty" i gdybym nawet miała zrecenzować książkę,  która mnie rozczarowała, nie porwała swoją fabułą nigdy nie napisałam i tak nie napiszę { bo wiem, jak to boli} słowa "gniot".  I nie napiszę też jeszcze jednego: "Nie polecam, ostrzegam, nie czytajcie książek tej autorki". Nigdy nikogo nie przekreślam, ani po jednej, ani dwóch, czy trzech książkach. Bo bywa, że ta jedna jedyna okaże się arcydziełem. Tą zasadę przekładam również na życie. Nikogo nie przekreślam, nie oceniam definitywnie. I nie mówię słowa "nigdy nie..." w odniesieniu do ludzi, czy sytuacji.

Kilka słów od Pani Marty :
Dziękuję za możliwość odpowiedzenia na te pytania. Pozdrawiam wszystkich Recenzentów, Czytelników.
Marta Grzebuła


Ja również chciałam podziękować Pani Marcie Grzebule za to, że znalazła czas i chęci na odpowiedzenie na moje pytania.


                                                                                           Pozdrawiam Annie

niedziela, 9 lutego 2014

Zapowiedź

Już wkrótce na moim blogu pojawia sie wywiady z autorami . Na dniach pojawia sie wywiady z :
Marta Grzebułą -Autorka m.inm Szachownicy Śmierci i Obsesji
Agnieszka Michalską- Autorka Korniki Ciemności oraz jej nowo pisanej książce Istotach Mroku
                                             ZAPRASZAM ANNIE

Płomień i krzyż

Tytuł: „Płomień i krzyż”
Tytuł oryginalny:  „Płomień i krzyż”
Seria: Cykl inkwizytorski
Autor: Jacek Piekara
Rok wydania:2008
Wydawnictwo: Fabryka słów
Kategoria: Fantasy
Moja ocena: 8,5/10

Książkę pożyczyła mi moja koleżanka, która lubi twórczość Jacka Piekary, a znając moje upodobania czytelnicze stwierdziła, że na pewno mi się spodoba.

Płomień i Krzyż - pod względem chronologii wydarzeń - rozpoczyna "cykl inkwizytorski" Jacka Piekary. Odsłania tajemnice świata tym różniącego się od naszego, że w roku 33 Jezus Chrystus nie umarł i nie zmartwychwstał, lecz zstąpił z krzyża i ukarał śmiercią swych prześladowców.
W 1. tomie poznasz losy Mordimera Madderdina widziane oczami Pięknej Katarzyny - matki inkwizytora oraz Arnolda Lowefella, jego mentora i nauczyciela, członka Wewnętrznego Kręgu Inkwizytorium. A wszystko w krwawej scenerii chłopskiego buntu pustoszącego Cesarstwo, w bogatym domu pięknej kurtyzany parającej się mroczną sztuką, w mistycznej siedzibie perskiego czarnoksiężnika, w Akademii Inkwizytorium oraz siedzibie Świętego Officjum - tajemniczym klasztorze Amszilas.

Jacek Piekara stanął na wysokości zadania i stworzył świetną historię. Wciągająca, tajemnicza porywa czytelnika od pierwszego zdania. Mimo, że akcja powieść dzieje się kilkaset lat wcześniej czyta się ją lekko i przyjemnie. Może dlatego  historia jest prawdziwa, gdyż  bohaterowie nie są idealni ( co można stwierdzić po języku, którego używają i po czynach).  Do tego przedstwia zupełnie inny obraz Jezusa, biskupów inkwizytorów i aniołów. I mimo, że dopiero poznajemy głównego bohatera, ja od razu zapragnęłam poznać dalsze jego losy w książce „Ja inkwizytor. Wieże do nieba” i dalszych częściach Cyklu inkwizytorskiego.  Plus świetne wykonane ilustracje, które dopełniają obraz pracy w Świętym Officjum i konsekwencji podejmowanych decyzji.  


Ja sama przeczytałam ją jednym tchem i polecam ją wszystkim miłośnikom tego gatunku, oraz osobom, którzy szukają czegoś nowego do przeczytania.


Oto moja druga recenzja /Hazel

sobota, 8 lutego 2014

Blask księżyca

Tytuł : Blask księżyca
Tytuł oryginalny:Moonlight
Seria: Strażnicy nocy tom 1
Autor:Rachel Hawthorne
Wydawnictwo:AMBER
Rok wydania:2010
Kategoria:fantastyka/paranormal romance
Ocena: 10/10
Na książkę trafiłam przypadkiem w bibliotece. Poszłam do niej z zamiarem wypożyczenia lektury Potopu ale oczywiscie jak to ja wypożyczyłam 4 części Strażników Nocy.
Rachel Hawthorne to autorka z list bestsellerów "The New Yourk Times" i "USA Today". Jest laureatką licznych nagród, w tym najważniejszych m.in. Readers Choice Award 2005. Powieścią Blask Księżyca rozpoczeła całą serie.
Ona i ich dwóch.
Musi wybrać,  który z nich
jest jej bratnią duszą.
I tak jak ona czuje zew
blasku księżyca...
W tym lesie zgineli rodzice Kayli. Dziewczyna ich nie pamięta lecz często nawiedzają ją sny w których ożywa tamta noc. W tych snach widzi księżyc w pełni i słyszy wycie wilków...
Siedemnastoletnia Kayla wraca tu by stawić czoło swoim lękom. Tu pośród leśnej głuszy. Spotka Strażników Nocy, pięknych i groźnych jak sama noc. Pozna milczącego Lucasa o srebrzystych oczach i odkryje miłość która wystawi ich oboje na śmiertelne niebespieczeństwo.
Ksiąź zaczełam czytać wczoraj po napisaniu recenzji Szachownicy Śmierci i nie mogłam się od niej oderwać ciagle mówiłam jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać, skończyło się na tym że przeczytałam pół książki a dzisiaj skończyłam czytać. Książka już po prologu mnie zachwyciła. Jest po prostu niesamowita. Cała akcja dzieje się w lesie co mnie zachwyciło gdyż do tej pory każda tego typu książka przedstawiała losy bohaterów żyjących w miastach, miasteczkach i jeżdżących nowoczesnymi autami czy motorami. A tu zupełnie co innego do okoła las i dzika przyroda oraz wędrówki czyli coś co uwielbiam.Czytając dosłownie mówiłam do bohaterów np." Nie nie idź z nim. Co ty robisz dziewczyno ?"  itp.. Mam niedosyt po pierwszej części i jestem zawiedziona że następne części skupiaja się na innych bohaterach a nie bezposrednio na Kayli i Lucasie. Książka świetna jednaz lepszych jakie czytałam . Polecam.
CYTATY:
"-Znajdę cię po zapachu.
-Naprawdę? Może potrzebujesz mojego ubrania żeby go sobie przypomnieć?
-Nie ale..- nachylił się do mojej szyi. Słyszałam jak się zaciągnął.- Pięknie pachniesz. Znalazłbym cię wszedzie "
Pozdrawiam Annie

piątek, 7 lutego 2014

Szachownica Śmierci

Tytuł : Szachownica śmierci 
Tytuł oryginalny  : Szachownica Śmierci 
Autor: Marta Grzebuła
Marta Grzebuła z domu Łukomska o pseudonimie Jarzębina jest nie tylko wspaniałą pisarką ale również pracuje w medycynie za co osobiście ją podziwiam, ponieważ po mimo długich dyżurów i 2 etapowej pracy znajduje czas na pisanie, obowiązki domowe i rodzinę i niczego nie zaniedbuje.  ''Autorka w swoich powieściach i wierszach, przeprowadza Rok wydania :2013
Wydawnictwo : ebookowo 
Kategoria: Kryminał , fantasytyka , thriller 
Ocena: 7/10 


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki wspaniałej osobie i zarówno autorce Pani Marcie Grzebule, za co jeszcze raz bardzo dziękuję :) 

Czytelnika, po świecie, zmagań wyrzeczeń, prawd, miłości, zdrad, śmierci w taki sposób, by ten zagłębiając się w kolejne strony, odczuwał nie tylko wzruszenie, sympatię, do bohaterów, ale budzi w Czytelniku jeden, z największy z darów, jaki sądzi, że posiada człowiek, empatię. Marta Grzebuła, sama mówi: „ Sercem do serc, piszę” i to jest chyba najlepsze, podsumowanie, Jej twórczości.''

Powieść ta jest formą zbliżona do gatunku S-F, ale nie do końca. Opowiadam w niej o mrocznej tajemnicy rodzinnej. Rodzina Brockich od lat boryka się z pewnym rodzajem obsesji - umiłowaniem do czarnego Anioła śmierci. Każdy kolejny członek rodu spisuje jego kroniki w tajemnej, pełnej magii komnacie, znajdującej się w podziemiach ich rodzinnego zamku, zbudowanego przez pradziadka głównego bohatera...



Książka jest dobra, muszę przyznać.recenzjami jaki. Doszukałam się w książce wszystkiego czego od niej oczekiwałam. Czytając pierwsze kilka kartek jakoś nie  zachęciła mnie, ale powiedziałam sobie przeczytam i przypomniałam sobie powiedzenie które zawsze się sprawdza ''Nie oceniaj książki po okładce '' oraz moje własne Nie oceniaj książki po pierwszym rozdziale. I tak też zrobiłam, jak się okazało z czasem był to bardzo słuszny wybór. Oczywiście książka ma wady ale zawsze zaczynam od plusów i tak zrobię tym razem. Bardzo spodobała mi się różnorodność akcji oraz śledztwa prowadzone przez Karla i Grega. Świetnie została przedstawiona walka dobra ze złem.Spodobał mi się również motyw w jaki powstawał ''tatuaż Jerrego''-czarne pióro. Nie zabrakło też epickego zakończenia  które mnie  powiem zadziwiło, w ogóle nie spodziewałam się takiego toku wydarzeń. Akcja zaczęła nabierać tępa dopiero przez ostatnie ok120-150 stron książki :) i był tak długo wyczekiwany przeze mnie mały romansik :) W książce czuć grozę. Są jednak też i wady a mianowicie niektóre słowa z bodajże kryminologi dla przeciętnego Kowalskiego mogą być niezrozumiałe osobiście nie znałam znaczeń niektórych słów.Postacie nie są sprecyzowane, mało opisane co nie pozwala na dokładne wyobrażenie ich sobie. Niektóre opisy są lekko  przydługawe i momentami zaczynały nudzić.Ponadto więcej zastrzeżeń do książki nie mam i oczywiście ją polecam miłośnikom kryminałów z nutką fantastyki :) 

PS: Jeszcze nie widziałam tak czarnej okładki :D

                                                        Pozdrawiam Annie  

niedziela, 2 lutego 2014

50 Twarzy Greya




Autor : E L James
Tytuł : „Pięćdziesiąt twarzy Greya ‘’
Tytuł oryginalny : „ Fifty Shades of Grey ‘’
Rok wydania : 2013
Wydawnictwo : Sonia Draga
Kategoria : powieść erotyczna
Ocena : 10/10

E L James  od wczesnego dzieciństwa marzyła o napisaniu powieści , która porwie serca czytelników.Postanowiła jednak odłożyć te plany , by zająć się rodziną i karierą .Po latach zebrała się na odwagę i pokazała swoje dzieło światu.Powieść  „ 50 twarzy Greya ” rozpętała prawdziwe szaleństwo. A sama autorka została okrzyknięta „ pisarką wszechczasów” przez portal Amazon.
Młoda, niewinna studentka literatury Anastasia Steele jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu, przystojnym i zamożnym Christianem Greyem. Mężczyzna od pierwszych sekund spotkania fascynuje ją i onieśmiela. W powietrzu wisi coś elektryzującego, czego dziewczyna nie potrafi nazwać, a może tylko się jej wydaje? Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku. Plan spala jednak na panewce, bo Christian Grey zjawia się nazajutrz w sklepie, w którym Anastasia dorywczo pracuje. Przypadek? I do tego proponuje kolejne spotkanie.
W tym miejscu kończy się `disneyowskie` love story, choć młodziutka, niedoświadczona dziewczyna nie wie jeszcze, że Christian opętany jest potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych, dość niezwykłych warunkach… Czy dziewczyna podpisze tajemniczą umowę, której warunki napawają ją strachem i fascynacją? Jaki sekret skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?

Wszystko zaczęło się od tego , że siostra mojego chłopaka zapytała czy czytałam tą książkę . Oczywiście pomyślałam od razu ‘’ pierwszy raz słyszę taki tytuł „ ... wróciłam do domu i ściągnęłam na komputer ebooka . No i zaczęło się poszły pierwsze strony i w jeden dzień przeczytałam całą .


Zakochałam się w tej książce jak i w głównych bohaterach czyli Annie i Christianie . Wydawałoby się że to książka taka sama jak inne młoda głupia studentka zakochuje się w multimiliarderze , a potem jest wielki ‘’ happy end „ . Nie do końca.Anna z Christianem muszą przejść naprawdę długą drogę do szczęścia . Po drodze jest bardzo dużo pikanterii i erotycznych wzniesień . Polecam ! Książka jak najbardziej do przeczytania . I od razu mówię będziecie do niej wracać i wracać J bo która kobieta nie pokochała Mr.Grey’a ?! Plusem jest to , że na jednej części się nie kończy bo są jeszcze 2 równie wspaniałe jak pierwsza. Naprawdę polecam !



CYTATY :


- Cóż możemy zacząć od tego : jak ci było ostatniej nocy ? - W jego oczach płonie ciekawość.- Dobrze - mamroczę -Mnie też - mruczy - Nigdy dotąd nie uprawiałem waniliowego seksu.Dużo przemawia na jego korzyść.Ale może dlatego , że robiłem to z tobą

Recenzja napisana przez moją koleżankę Dagmarę M. Dziękuję <3 //Annie 

Gwiazd naszych wina



Autor: John Green
Tytuł: „Gwiazd naszych wina”
Tytuł oryginalny: „The fault in our stars”
Rok wydania: 2013
Wydawnictwo: Bukowy Las
Kategoria: dla młodzieży, literatura współczesna
Ocena: 10/10

Książkę kupiła mi mama, kiedy byłam w szpitalu i narzekałam jej, że nie mam co robić.  Z początku byłam sceptyczna, ale w końcu się do niej przekonałam.
Autorem tej książki jest 37 letni John Green. Urodzony w Indianapolis  . Jest on autorem książek dla młodzieży. Swoją pierwszą nagrodę którą była Prinz Awards zdobył w 2006 za książkę „Szukając Alaski”.  Razem ze swoim bratem tworzy projekt vlogbrothers w serwisie youtube.

Hazel ma szesnaście lat, a jednym z nieodłącznych elementów jej życia jest aparat tlenowy o imieniu Philip. Odkąd trzy lata temu zachorowała na raka, nie chodzi do szkoły, spędzając dni głównie na czytaniu i oglądaniu „America’s next  Top Model”. Jednak gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje Augustusa, w jej  życiu następuje zwrot o 180 stopni. Czeka ją podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie?, co znaczy zycie i śmierć?, jaki ślad człowiek może po sobie pozostawić w świecie?

Książkę pokochałam od początku za bezpośredni język w pierwszoosobowej narracji i za główną bohaterkę Hazel Grace. Jest pogodzona ze śmiercią.  Mówi to co myśli i jest po prostu sobą. Gdy poznaje Augustusa odkrywa, że ma o co walczyć i  postanawia się nie poddawać i czerpać z życia ile się da.
Polecam ją wszystkim zwłaszcza tym którzy zgubili się w karuzeli życia. Czytając ją dociera do nas, że powinniśmy cieszyć się tym co mamy w danej chwili. Zwłaszcza tym, że zostało przed nami życie którego głowni bohaterowie nie mają już wiele przed sobą, jednak oni potrafią  czerpać radość z każdego dnia, godziny, sekundy ich życia.  Nie chcąc zdradzać zakończenia powiem, że przepłakałam pół książki i nie mogłam się po niej dość długo otrząsnąć. Uważam że John Green napisał naprawdę świetną powieść i dziękuję mu za te emocje.


Tak na marginesie dodam, że 6 czerwca jest premiera filmu „Gwiazd naszych wina” na jej podstawie.  

Recenzję napisała Hazel :)